F1onfire.com :: Artykuły
Hamilton, czy (FIA)milton?Data: 02-10-2007 
W grudniu ubiegłego roku McLaren poinformował, że partnerem Fernando Alonso będzie dość niespodziewanie Lewis Hamilton. Oczywiście mówiło się o jego talencie i dużych umiejętnościach, ale obsadzenie go w drugim fotelu bolidu McLaren MP4-22 było lekkim zaskoczeniem. Brytyjczyk już w pierwszym wyścigu potwierdził swoje wysokie umiejętności i zakończył wyścig na trzecim stopniu podium.

Dobra passa Lewisa Hamiltona była kontynuowana w następnych wyścigach. Brytyjczyk stawał na podium w każdym wyścigu i szybko został liderem klasyfikacji generalnej kierowców. Pierwsze zamieszanie związane z Hamiltonem miało miejsce po Grand Prix Monaco, gdzie kierowca McLarena zakończył wyścig na drugiej pozycji. Brytyjskie media rozpętały burzę twierdząc, że Ron Dennis ustawił kolejność na mecie i tym samym dał zwycięstwo Alonso. FIA zajęła się tą sprawą, ale nie stwierdzono jakiś naruszeń regulaminu i rezultat wyścigu został podtrzymany.

Wkrótce w Formule 1 wybuchła afera szpiegowska, w którą zamieszany był zespół McLaren. Od tamtego czasu wizerunek Formuły 1 zaczął ulegać pogorszeniu głównie za sprawą niezrozumiałych i dość tandetnie tłumaczonych decyzji. Do pierwszej bardzo kontrowersyjnej sytuacji z udziałem Lewisa Hamiltona doszło podczas Grand Prix Europy na torze Nurburgring. Mianowicie tuż po rozpoczęciu wyścigu nad torem rozpętała się ulewa i warunki uległy znacznemu pogorszeniu. W tych trudnych warunkach kilku kierowców wypadło z toru lądując na żwirowym poboczu przy pierwszym zakręcie.

W śród tych kierowców znalazł się Lewis Hamilton i jako jedyny pozostał w swoim kokpicie z uruchomionym silnikiem. Według regulaminu kierowca powinien sam wrócić na tor, ewentualnie może pomóc mu obsługa toru. W tym przypadku tylko do Hamiltona przyszła pomoc i wyciągnięto go ze żwirowego pobocza i wrócił na tor. Niby było wszystko dobrze, gdyby nie jeden drobny szczegół. Do wyciągnięcia Brytyjczyka posłużono się dźwigiem, co jest kategorycznie zakazane.

W tym momencie Hamilton miał już okrążenie straty do lidera wyścigu. Z racji tego, że na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, to Brytyjczyk mógł szybko zająć miejsce na końcu stawki, a później za zgodą sędziów odrobić w prosty sposób stratę okrążenia i zająć ponownie miejsce na końcu stawki. W pewnym momencie sędziowie zawodów stwierdzili, że warunki panujące na torze uniemożliwiają dalszą jazdę, a wyścig został przerwany.

W dziwny sposób sędziowie nie zauważyli złamania regulaminu i pozwolono Hamiltonowi na dalszą jazdę po restarcie wyścigu. Po wyścigu tłumaczenie sędziów było kuriozalne. Uzasadniono to w taki sposób: Skoro Hamilton miał już okrążenie straty do lidera, to mało prawdopodobne było, że odegra jakąś role w wyścigu. Chyba sędziowie zapomnieli, że podczas jazdy za samochodem bezpieczeństwa, jeszcze przed ponownym startem wyścigu Hamilton odrobił to stracone okrążenie bez żadnej walki, a zgodnie z regulaminem. W pewnym była jakaś sprawiedliwość, gdyż kierowca McLarena zakończył wyścig na dziewiątym miejscu i nie zdobył punktów, ale niesmak pozostał.

Kilka dni później Światowa Rada Sportów Motorowych uznała zespół McLaren winnym złamania artykułu 151c Międzynarodowego Kodeksu Sportowego, ale w dziwny sposób nie wymierzono żadnej kary. Mimo, że McLaren był w posiadaniu 780 stron tajnych dokumentów Ferrari uznano, że wszystko jest w porządku. Dziwna pobłażliwość FIA w stosunku do McLarena była zastanawiająca i budziła niepokój.

Wewnątrz zespołu z Woking atmosfera była napięta, a relacje między Hamiltonem i Alonso były na tyle złe, że podczas kwalifikacji do wyścigu na torze Hungaroring, Hiszpan specjalnie zablokował Brytyjczyka i uniemożliwił mu w ten sposób wykonanie ostatniego pomiarowego okrążenia. W rezultacie Alonso zdobył pierwszą pozycję startową, a Hamilton miał się ustawić obok niego na drugim miejscu. Ten incydent nie uszedł uwadze bacznie obserwujących sędziów zawodów. Decyzja mogła być jedna – kara dla Alonso za nie sportowe zachowanie. Tym samym Brytyjczyk wystartował do wyścigu z pierwszego miejsca i wyścig ten wygrał będąc przez cały wyścig niezagrożony. Można się tylko domyślać, że zwycięstwo łatwe by nie było, gdyby Hamilton musiał walczyć z Alonso. Ale taka była decyzja sędziów. Także nie pochwalam zachowania Alonso, bo nie sportowe zachowanie nie powinno mieć miejsca w przypadku dwukrotnego mistrza świata. Po tym wszystkim konflikt między dwoma kierowcami McLarena jeszcze bardziej się zaostrzył.

13 września odbyło się drugie posiedzenie Światowej Rady Sportów Motorowych. Tym razem w rękach FIA były nowe dowody i kara dla zespołu McLarena była niemal pewna. Jedyną niewiadomą było – jak wysoka będzie kara. Do Paryża przybył oczywiście Ron Dennis i wraz całą swoją świtą, w której był także Lewis Hamilton. Brytyjczyk był na posiedzeniu tylko rano i trudno powiedzieć, jaką rolę odegrał w późniejszym wyroku. Być może chodziło tylko o to, aby kierowca McLarena miał w ten sposób złagodzić wyrok. Mniej więcej o godzinie 17.30 pojawiły się pierwsze informacje mówiące o wykluczeniu McLarena z tego, oraz przyszłego sezonu. To się okazało tylko plotką, a prawdziwą decyzją było tylko wykluczenie McLarena z tego sezonu i kara 100 milionów dolarów. Natomiast w przypadku kierowców pozwolono nadal im walczyć o mistrzostwo świata i mogli zachować zdobyte punkty.

Była to kolejna kontrowersyjna decyzja. Wydaje się, że w tym przypadku osoba Lewisa Hamiltona odegrała tutaj dużą rolę. Można śmiało powiedzieć, że gdyby to był inny zespół, inni kierowcy, to całkowita dyskwalifikacja miałaby miejsce już podczas pierwszego posiedzenia Światowej Rady Sportów Motorowych. W tym przypadku FIA zdecydowała się zastosować taką karę, aby tak naprawdę nie ukarać. Mistrzostwo świata konstruktorów ma raczej charakter prestiżowy, a głównie zwraca się uwagę na kierowców.

Ostatni wyścig rozegrany na torze Fuji rozgrzał emocje w śród kibiców. Ponownie głównym bohaterem był Lewis Hamilton i sędziowie. Jeszcze przed startem wyścigu wszystkie zespoły z wyjątkiem Ferrari dostały informacje o nakazie użycia opon na ekstremalny deszcz. I wszystkie się do tego zastosowały, natomiast dwaj kierowcy Ferrari startujący z drugiej linii wystartowali na oponach na zwykły deszcz. Później pod groźbą wykluczenia z wyścigu musieli zjechać do boksów na wymianę opon, a to kosztowało ich spadek na odległe pozycje. W ten prosty sposób sędziowie pozbyli się zagrożenia dla Hamiltona ze strony kierowców Ferrari. Jednak o tym dowiedzieliśmy się po wyścigu, a wcześniej traktowaliśmy to jako błąd zespołu z Maranello.

Do najbardziej emocjonującego zdarzenia doszło pomiędzy Lewisem Hamiltonem i Robertem Kubicą. Brytyjczyk miał problemy z utrzymaniem optymalnego toru jazdy i na dojeździe do jednego z zakrętów pojechał za szeroko. Ten błąd chciał wykorzystać Robert Kubica i wyprzedzić Brytyjczyka. Kierowca McLarena chcąc ratować pozycję zaczął wracać na optymalny tor jazdy, gdzie znajdował się Kubica. W rezultacie doszło do kolizji między oboma kierowcami i wylądowali na poboczu toru. Obaj mieli szczęście i wrócili na tor nie mając jakiś uszkodzeń. Wszystko wydawało się jako normalny incydent na torze, ale innego zdania byli sędziowie zawodów nakazując Robertowi Kubicy karny przejazd przez boksy za spowodowanie kolizji.

Tutaj powstaje pytanie, gdzie sędziowie mają oczy? Jeżeli ktoś tutaj zawinił to bardziej Hamilton, bo on zmienił tor jazdy, a nie Kubica. Kara dla Roberta była niezasadna i całkowicie pozbawiona sensu. W tym wypadku należy spytać się, gdzie byli sędziowie, gdy na torze Nurburgring Nick Heidfeld tuż po starcie uderzył w Kubicę, a później wyeliminował Ralfa Schumachera. Wówczas w ocenie sędziów był to normalny incydent, ale gdy chodzi o Hamiltona, to sędziowie rozdają kary na lewo i prawo.

Po wyścigu doszło do kolejnych szopek z udziałem sędziów zawodów. Najpierw nałożono na Vitantonio Liuzziego karę 25 sekund do jego czasu na mecie za wyprzedzanie przy żółtej fladze i to w rezultacie kosztowało go utratę jednego punktu za ósmą pozycję. Także nałożono karę na Sebastiana Vettela, który spowodował kolizję z Markiem Webberem. Ostatecznie obaj kierowcy nie ukończyli wyścigu. Niemiec przed następnym wyścigiem zostanie przesunięty o 10 pozycji na starcie.

W moim przekonaniu te dwie kary być może słuszne, a może nie - miały na celu coś zupełnie innego. Mianowicie chodziło o przykrycie kary nałożonej na Roberta Kubicę. Patrząc na cały sezon i te wszystkie zdarzenia nie da się ukryć, że FIA objęła Hamiltona programem ochronnym. Nie wiadomo, czy w ostatnich dwóch wyścigach kierowca chcący wyprzedzić Hamiltona nie otrzyma kary, więc może lepiej go nie wyprzedzać, a nawet lepiej się nie zbliżać do niego, bo za to też może być kara. Zawsze znajdzie się jakiś paragraf, aby kogoś ukarać.

Te wszystkie incydenty skutecznie psują wizerunek Formuły 1, a ostatnie wydarzenia pokazują, że mamy do czynienia z równymi i równiejszymi. Kiedyś mówiono o tym, że FIA wspiera Ferrari. Jeżeli tak nawet było, to robiono w dyskretny sposób. Zupełnie inaczej jest teraz, gdy FIA w otwarty i bezwstydny sposób wpiera Hamiltona tłumacząc to równie bezsensownymi argumentami.
Źródło: Autor: Andrzej Śliwiński