Afera szpiegowska w Formule 1POWRÓT
Data: 24-09-2007
W czwartek 13 września 2007 roku w Paryżu zebrała się Światowa Rada Sportów Motorowych chcąc ponownie przeanalizować dowody w aferze szpiegowskiej przeciwko zespołowi Vodafone McLaren Mercedes. Zespół z Woking przed posiedzeniem był zagrożony wykluczeniem z tego oraz następnego sezonu w przypadku udowodnienia im winy. W pierwszej rozprawie, która się odbyła 26 lipca w Paryżu zespół Vodafone McLaren Mercedes został uznany winnym złamania artykułu 151c Międzynarodowego Kodeksu Sportowego, ale żadna kara nie została wymierzona, gdyż ŚRSM uznała, że dowody są niewystarczające.

Decyzja ta wzbudziła kontrowersje, ponieważ z jednej strony zespół został uznany winnym, a nie spotkała go za to żadna kara. Światowa Rada Sportów Motorowych w wydanym oświadczeniu zostawiła sobie furtkę, że w przypadku pojawienia się nowych dowodów rezerwuje sobie prawo do wszczęcia ponownego postępowania wyjaśniającego.

Oświadczenie Światowej Rady Sportów Motorowych z dnia 26 lipca:
„WMSC potwierdza, że zespół Vodafone McLaren Mercedes był w posiadaniu poufnych informacji Ferrari, a to jest naruszeniem artykułu 151c Międzynarodowego Kodeksu Sportowego. Jednak nie ma wystarczających dowodów, że te informacje zostały wykorzystane w sposób, który mógłby wpłynąć na wynik Mistrzostw Świata Formuły 1. Dlatego nie nałożono żadnej kary”.

„Jednak, jeżeli znajdą się w przyszłości dowody, że informacje Ferrari były użyte ze szkodą dla mistrzostw, to rezerwujemy sobie prawo, aby zaprosić Vodafone McLaren Mercedes ponownie przed WMSC, gdzie będzie mu grozić wykluczenie nie tylko z sezonu 2007, ale także 2008”.


Początkowo sprawa miała charakter sabotażu pracownika Ferrari na własny zespół. Przed Grand Prix Monaco na zbiornikach z paliwem Ferrari znaleziono niezidentyfikowany biały proszek. Zespół prowadząc dochodzenie podobną substancję znalazł w kieszeni spodni Nigela Stepneya. Brytyjczyk bronił się, że proszek został mu podrzucony, gdy był pod prysznicem, a prawdziwy sabotażysta nadal jest w Ferrari. Zespół z Maranello wytoczył proces przeciwko swojemu pracownikowi, aż w końcu 3 lipca go zwolnił.

Początkowo wydawało się, że wewnętrzna sprawa Ferrari, ale tego samego dnia McLaren zawiesił swojego głównego projektanta Mike Coughlana, gdyż Ferrari wytoczyło mu proces o wykradzenie tajnych danych Ferrari i wystąpiło do dwóch sądów – jednego w Modenie (Włochy) i drugiego w Londynie (Anglia). McLaren i Ferrari oficjalnie potwierdziły, że sprawa dotyczy wykradzionych danych. Jednocześnie McLaren zapewnił, że będzie drobiazgowo współpracować z wymiarem sprawiedliwości w celu wyjaśnienia całej sprawy. Od tego momentu sprawa sabotażu zmieniła się w aferę szpiegowską.

Także Ciało Zarządzające Formułą 1, czyli FIA zapowiedziała, że będzie bacznie śledzić tą sprawę. McLaren wszczął wewnętrzne postępowanie sprawdzające, czy pozyskane pod koniec kwietnia tajne dokumenty Ferrari zostały wykorzystane. Dzień po wybuchu afery, czyli 4 lipca zespół z Woking wydał oświadczenie, w którym napisano:

Oświadczenie McLarena z 4 lipca 2007 roku:
„McLaren ukończył drobiazgowe śledztwo i potwierdza, że żadna intelektualna własność Ferrari nie została przekazana innej osobie w zespole, a także wykorzystana przy konstrukcji bolidu”.

Jednocześnie FIA wszczęła postępowanie wyjaśniające przy pełnej współpracy zainteresowanych stron (Ferrari i McLaren). Międzynarodowa Federacja Samochodowa skupiła się na dwóch regulaminach – sportowym i technicznym, gdyż one obowiązują w Formule 1. FIA pominęła aspekty prawne, gdyż afera szpiegowska znalazła się przed sądami we Włoszech i Anglii.

6 lipca szef zespołu McLaren, Ron Dennis zapewniał, że sprawa tyczy się tylko i wyłącznie jednego pracownika (Mike Coughlana), i żadne intelektualne własności należące do innych nie zostały wykorzystane przy budowie bolidu MP4-22 i ponownie zapewnił o pełnej współpracy z FIA i Ferrari, aby wyjaśnić całą sprawę. Jednocześnie Brytyjczyk był przekonany, że Międzynarodowa Federacja Samochodowa nic nie znajdzie i oczyści zespół McLaren ze stawianych zarzutów.

W sprawie także pojawiła się Honda, ponieważ zachowanie Stepneya i Coughlana było argumentowane chęcią przejścia obu osób do japońskiego zespołu. Ten wątek został sprawdzony, ale nie stał się głównym wątkiem śledztwa FIA.

10 lipca, czyli zaledwie siedem dni od wszczęcia postępowania przed sądem w Londynie odbyło się przesłuchanie Mike Coughlana i jego żony Trudy. Przesłuchanie wyjawiło kilka ciekawych faktów: mianowicie Mike Coughlan był w posiadaniu 780 stron tajnych dokumentów Ferrari, których kopii dokonała żona Coughlana w położonym nieopodal Woking punkcie ksero. Ferrari o całej sprawie dowiedziało się od pracownika dokonującego kserokopii, który skontaktował się z zespołem z Maranello. Na wniosek Ferrari przeszukano dom Coughlanów, gdzie znaleziono owe dokumenty. Kolejną ciekawostką było to, że o całej sprawie wiedział także dyrektor zarządzający zespołem McLaren – Jonathan Neale. W ten sposób można było podważyć teorię, że tylko Coughlan miał wiedzę o tajnych dokumentach Ferrari. Jednak pojawiła się wątpliwość, czy Neale wiedział o całej sprawie przed wybuchem afery, czy dowiedział się o dokumentach po jej wybuchu.

Dzień po rozprawie Ferrari oraz Mike i Trudy Coughlan zawarli ugodę polegającą na tym, że małżeństwo Coughlanów będzie współpracować i złoży zeznanie pod przysięgą. Kolejnym warunkiem była współpraca Mike Coughlana w procesie przeciwko Nigelowi Stepneyowi, który toczył się we włoskim sądzie. Jednak sprawa przeciwko Coughlanom nadal będzie kontynuowana.

12 lipca Międzynarodowa Federacja Samochodowa wezwała zespół McLaren na nadzwyczajne przesłuchanie przed Światową Radą Sportów Motorowych, które zaplanowano na 26 lipca w Paryżu w celu wyjaśnienia zarzutów, jakie zostały postawione zespołowi po ujawnieniu, że zespół był w posiadaniu 780 stron poufnych danych Ferrari w okresie od marca do lipca 2007 roku.

Oświadczenie FIA w sprawie wezwania McLarena na posiedzenie Światowej Rady Sportów Motorowych: „Reprezentanci zespołu zostali wezwani, aby odpowiedzieć na oskarżenie, że między marcem i lipcem 2007 roku w naruszeniu Artykułu 151c Międzynarodowego Kodeksu Sportowego, Vodafone McLaren Mercedes był w posiadaniu nieautoryzowanych dokumentów i poufnych informacji należących do Scuderii Ferrari Marlboro, które mogłyby być użyte podczas projektowania, budowy, sprawdzania, testowania, rozwijania i / lub uruchamiania bolidu Formuły 1 przygotowanego przez Ferrari na sezon 2007”.

Szef zespołu McLaren, Ron Dennis nie ukrywał rozczarowania decyzją podjętą przez FIA, czemu dał wyraz po Grand Prix Wielkiej Brytanii: „Nie miałem nigdy wiedzy, a na pewno przez ostatnie miesiące, aby kiedykolwiek była użyta własność intelektualna innych osób. Nie ma tego w naszym bolidzie. Jestem pewny, że FIA potwierdzi to teraz, albo w przyszłości i to jest kluczową wiadomością”.

Włoskie media twierdziły, że dotarły do zeznań Coughlana przed sądem w Londynie. La Repubblica twierdziła, że zawieszony główny projektant McLarena pokazał tajne dane Ferrari wielu osobom w McLarenie. Trudno ustalić skąd włoska gazeta miała takie informacje, gdyż zeznania Coughlana miały być znane tylko Ferrari i ewentualnie FIA, które także prowadziło dochodzenie. Tutaj należy postawić znak zapytania, czy jest to prawda, czy nie, ponieważ treść zeznań nie została opublikowana i można jedynie snuć jakieś domysły.

Na dwa dni przed wydaniem wyroku przez Światową Radę Sportów Motorowych głos zabrał prezydent Ferrari, Luca di Montezemolo, który stwierdził, że cała sprawa szkodzi wizerunkowi Formuły 1. Włoch jednocześnie zaznaczył, że sprawa też ma charakter lojalności pracowników Ferrari i McLarena. Było to pierwsza wypowiedz Luci di Montezemolo od czasu wybuchu całego skandalu szpiegowskiego.

W dzień nadzwyczajnego posiedzenia Światowej Rady Sportów Motorowych zabrał głos szef Formuły 1, Bernie Ecclestone. Brytyjczyk początkowo nie wykluczał kar dla zespołu McLaren i jego kierowców, ale w dzień wydania wyroku całą sprawę nazwał nonsensem i stwierdził, że lepiej byłoby gdyby to się w ogóle nie stało. Co się takiego stało, że Ecclestone nagle zmienił zdanie i z poważnej sprawy zrobił nonsens? W wywiadzie udzielonym gazecie „The Times” powiedział: „Nie uważam, aby ktoś podjął jakąś decyzję dotyczącą mistrzostw świata bez szczegółowego przebadania całej sprawy. Mam nadzieję, że wszystko jest dobrze i wszystko okaże się całkowitym nonsensem. Dobrze by się stało, gdy to nigdy nie miało miejsca, a przede wszystkim wszystko się stało jasne i każdy byłby zadowolony. Było tyle gadania o całej tej sprawie, że skutecznie odciągnęło to uwagę od tego, co się dzieje na torach”.

Szef Formuły 1, Ecclestone stanął w obronie McLarena, a tym samym kierowców. Otóż mamy do czynienia z brytyjskim zespołem, gdzie pierwsze skrzypce odgrywa brytyjski kierowca. Lewis Hamilton będąc liderem mistrzostw świata i mający realne szanse zostać pierwszym brytyjskim mistrzem świata od 1996 roku, gdy Damon Hill za kierownicą Williamsa zdobywał swój pierwszy i jedyny tytuł mistrza świata. Od tamtego czasu Brytyjczycy nie mieli kierowcy, który byłby wstanie walczyć o tytuły. Anglia pokładała nadzieję w Jensonie Buttonie, ale on nigdy nie spełnił oczekiwań. Hamilton już od pierwszego startu pokazał, że jest utalentowanym kierowcą i może realnie walczyć o tytuł mistrza świata.

Na kilka dni przed posiedzeniem Światowej Rady Sportów Motorowych odbyło się Grand Prix Europy na torze Nurburgring, gdzie doszło do kolejnej kontrowersji. Otóż po starcie wyścigu nad torem spadła ulewa, która z toru zrobiła jeziorka w niektórych miejscach, a zwłaszcza na pierwszym zakręcie. W tym miejscu wypadł z toru Lewis Hamilton i znalazł się tuż pod bandą z opon na żwirowym poboczu, gdzie się zakopał i samodzielnie nie mógł opuścić żwirowej pułapki. W tym miejscu rozbiło się też paru innych kierowców, którzy po zatrzymaniu się na bandach opuścili bolidy kończąc w ten sposób wyścig. Natomiast Lewis Hamilton pozostał w swoim bolidzie z pracującym nadal silnikiem. W pewnym momencie doszło do zaskakującej sytuacji, ponieważ do bolidu Lewisa Hamiltona podjechał dźwig i wyciągnął go ponownie na tor. Brytyjczyk pojechał dalej jakby zupełnie nic się nie stało. W międzyczasie wyścig został przerwany. Sędziowie zawodów delegowani przez FIA nie zareagowali na nieregulaminowy powrót Brytyjczyka na tor. Co prawda ta sytuacja nie ma nic wspólnego z aferą szpiegowską, ale pokazuje coś, co można nazwać przymykaniem oka na sytuacje związane z Lewisem Hamiltonem. Jest to coś niepokojącego, ponieważ prawo powinno tak samo obowiązywać wszystkich.

Wracając do posiedzenia Światowej Rady Sportów Motorowych, które odbyło się 26 lipca w Paryżu – po wypowiedzi Ecclestone’a i tym co się stało podczas wyścigu na Nurburgringu wyrok nie był zaskoczeniem, czyli brak kary dla McLarena przy jednoczesnym uznaniu go winnym złamania artykułu 151c Międzynarodowego Kodeksu Sportowego. Ferrari naturalnie było rozczarowane orzeczeniem, a w McLarenie panowały całkowicie odmienne nastroje.

Światowa Rada Sportów Motorowych zastosowała pewnego rodzaju wybieg zastrzegając sobie prawo do wznowienia postępowania, gdy znajdą się nowe dowody na wykorzystanie danych Ferrari. Karą miałoby być wykluczenie zespołu z obecnego (2007), oraz przyszłego (2008) sezonu. Czyli krótko mówiąc winni będący nie ukaranymi. Decyzja zostawiła pewien niesmak i wzbudziła kontrowersje, bo jak można być winnym i nie ponieść żadnej kary!

Dla obecnego szefa zespołu Renault, Flavio Briatore ta decyzja też była niezrozumiała. „Nie wiem co się stało. Dlaczego Międzynarodowa Rada Sportów Motorowych stwierdziła, że nie ma mocnych dowodów? Dlaczego McLaren nie został ukarany za posiadanie dokumentów Ferrari?”.

Na decyzję FIA także zareagowała Włoska Federacja Samochodowa, a dokładnie jej Prezydent, Luigi Macaluso. Włoch napisał list do Prezydenta FIA, Maxa Mosleya, gdzie argumentował swoje niezrozumienie dla wyroku ŚRSM. [List Macaluso do Mosleya]. Po przeczytaniu listu, Max Mosley zdecydował się odpisać na list Macaluso, w którym oznajmił, że sprawę przekazuje do Międzynarodowego Sądu Apelacyjnego FIA, gdzie odbędzie się wysłuchanie zainteresowanych stron, a także osób, które będą chciały wypowiedzieć się w tej sprawie. [List Mosleya do Macaluso].

Reakcją Ferrari na decyzję Mosleya było zadowolenie, a w wydanym oświadczeniu napisano: „Ferrari cieszy się z decyzji Prezydenta FIA, która jest rozsądna. FIA poprawnie uznała, że Ferrari jako zainteresowana strona musi mieć pełne prawa w procesie, a tak nie było podczas przesłuchania przed Międzynarodową Radą Sportów Motorowych”.

Oświadczenie zawierało kolejną informację, a mianowicie FIA nie dała możliwości zabrania głosu przez przedstawicieli zespołu Ferrari. Wydaje się to trochę dziwne, ponieważ Ferrari było jedną z zainteresowanych stron podczas przesłuchania.

Druga zainteresowana strona, czyli McLaren także wydał oświadczenie w sprawie przeniesienia sprawy do Międzynarodowego Sądu Apelacyjnego FIA:
„Idąc za brutalną kampanią medialną wprowadzającą w błąd prowadzoną przez Ferrari i naciski z Włoskiego Związku Motorowego, FIA zapyta Międzynarodowy Sąd Apelacyjny o rozważenie jednomyślnej decyzji wydanej przez Światową Radę Sportów Motorowych z 26 lipca 2007 roku.

Rozważając szczegółowo całą sprawę zarówno Ferrari i McLarena, Światowa Rada Sportów Motorowych stwierdziła, że nie było żadnych dowodów, że jakakolwiek informacja uzyskana od członka zespołu Ferrari przekazana pracownikowi McLarena została wykorzystana w organizacji, lub dostarczyła konkretną korzyść w programie McLarena.

McLaren nie jest świadomy nowych informacji, lub argumentów, które powstały od czasu spotkania Światowej Rady Sportów Motorowych i dlatego zakłada, ze te same materiały będą rozważane przez Międzynarodowy Sąd Apelacyjny.

To jest rozczarowujące i zarazem czasochłonne. McLaren jest pewny, że Międzynarodowy Sąd Apelacyjny także oczyści McLarena z zarzutów. W tym czasie będziemy starali skupić się na naszym aktualnym programie Mistrzostw Świata”.


Na parę dni ucichła sprawa afery szpiegowskiej i w międzyczasie odbyło się Grand Prix Węgier. Ale 7 sierpnia przemówił kolejny raz szef zespołu Renault, Flavio Briatore. Włoch zauważa brak doświadczenia zespołów dotychczas jeżdżących na oponach Michalin, a przed sezonem przechodzących na nową specyfikację opon Bridgestone. Briatore powiedział, że mając dokumenty Ferrari zapoznałby się tylko z rozkładem masy, a także pojemnością zbiornika. Jednocześnie zaatakował szefa zespołu Renault, Rona Dennisa mówiąc: „Dennis mówi, że on jest czysty, ale trudno mu w to wierzyć. Nie, nie wierzę w jego dobre słowa. W zespole każdy wie wszystko”. Dodatkowo Dennisowi oberwało się za brak zdecydowanej reakcji na zachowanie Coughlana. Briatore uważał, że Dennis powinien zwolnić ze skutkiem natychmiastowym swojego głównego projektanta, a nie tylko go zawiesić: „To jest niezmiernie poważna sprawa, że on (Coughlan) nie został jeszcze zwolniony. Wszyscy menadżerowie powinni powiedzieć, że w F1 nie ma już miejsca dla osób takiego pokroju”.

FIA wyznaczyła początkowo termin przesłuchania przed Sądem Apelacyjnym na koniec sierpnia, ale ostatecznie uznano, że 13 września będzie odpowiednią datą. Od tamtego czasu o aferze szpiegowskiej znacznie ucichło, a nawet przestano mówić. Jednak 6 września Międzynarodowa Federacja Samochodowa poinformowała, że posiada nowe dowody w aferze szpiegowskiej, ale nie poinformowała jakie są to dowody. Pojawiły się informacje mówiące o tym, że jeszcze przed rozpoczęciem sezonu Pedro de la Rosa i Fernando Alonso wymieniali się uwagami dotyczącymi danych technicznych Ferrari za pomocą e-mailów, smsów i rozmów telefonicznych. Jeżeli te informacje miałby się potwierdzić to byłoby to koronnym dowodem na posiadanie tajnych informacji wcześniej niż o tym mówiono. FIA wystosowała list do kierowców w celu złożenia wyjaśnień, co też się stało.

W dniu posiedzenia Światowej Rady Sportów Motorowych do Paryża przybyły zainteresowane strony. McLaren był reprezentowany przez Rona Dennisa, Jonathana Neale, Norberta Hauga, Lewisa Hamiltona i Pedro de la Rose. Natomiast zespół Ferrari był reprezentowany naturalnie przez szefa zespołu, Jeana Todta i przebywającego na rocznym urlopie Rossa Brawna. Obrady rozpoczęły się o godzinie 9.30 i zapowiadały się na długie. Do pory obiadowej nie podjęto żadnej decyzji w sprawie kar, lub ewentualnego uniewinnienia. Mniej więcej o godzinie 17.30 pojawiła się pierwsza informacja mówiąca o wykluczeniu zespołu McLaren z tego oraz przyszłego sezonu. Jednak po paru minutach pojawiły się wątpliwości i nie było to takie pewne. Mniej więcej o godzinie 19.00 została podana oficjalna informacja o karze wymierzonej zespołowi McLaren. Według niej zespół z Woking miał stracić wszystkie punkty w tym sezonie, a także musi zapłacić grzywnę wysokości 100 milionów dolarów. Okazało się także, że kierowcy w zamian za współpracę z FIA w celu wyjaśnienia całej sytuacji otrzymali tzw. nietykalność, a dzięki temu będą mogli nadal rywalizować o mistrzostwo świata kierowców.

Można debatować nad tym czy kara jest łagodna, czy surowa. Sympatycy McLarena będą nadal utrzymywać, że ich zespół jest niewinny, a kibice Ferrari będą mówić zupełnie inaczej. Nie zmienia to faktu, że McLaren był w posiadaniu tajnych danych Ferrari i odniósł z tego powodu korzyść. Fakt, że Fernando Alonso i Pedro de la Rosa wymieniali się uwagami dotyczącymi nieautoryzowanych danych Ferrari nasuwa myśl, że kierowcy mieli świadomość i także odnieśli korzyść. Błędem ze strony FIA było ustanowienie nietykalności dla kierowców, ponieważ oni także brali czynny udział w tym procederze. Moim zdaniem rozsądnym rozwiązaniem byłoby wykluczenie McLarena na 2 wyścigi, odebranie im wszystkich punktów, kierowcy mogliby zachować swoje punkty, ale nie mogliby wziąć udziału w tych 2 wyścigach. Przypomnę tutaj przypadek zespołu BAR-Honda, który w 2005 roku przed wyścigiem na torze Imola zastosował nielegalny dodatkowy zbiornik paliwa wykryty przy kontroli technicznej po wyścigu. FIA w tym przypadku zdecydowała się na dyskwalifikacje zespołu z wyścigu, oraz zakaz startów w dwóch kolejnych wyścigach. Być może kierowcy BAR-Hondy o tym nie wiedzieli, to zostali ukarani zakazem startów. W przypadku McLarena wykroczenie było nieporównywalnie większe, więc niezrozumiałym jest postępowanie FIA i ich pobłażliwość dla kierowców zespołu łamiącego regulamin.

Teraz jesteśmy w sytuacji, gdzie największe szanse na tytuł mistrza świata kierowców mają dwaj kierowcy McLarena. Dopiero trzeci w tabeli punktowej znajduje się Kimi Raikkonen mający 13 punktów straty na 3 wyścigi przed końcem sezonu. Szanse Fina na tytuł są niewielkie, choć to jest Formuła 1, gdzie wszystko może się jeszcze wydarzyć. W mojej ocenie tytuł dla Raikkonena byłby najbardziej sprawiedliwy w tym sezonie.
Źródło: Autor: Andrzej Śliwiński