Blisko trzy tygodnie temu zakończył się tegoroczny sezon Formuły 1, gdzie jak zwykle byli zwycięzcy i przegrani. Tegoroczny sezon był nieco inny od pozostałych. Tym razem od wielu lat w stawce zabrakło najbardziej utytułowanego kierowcy w historii, Michaela Schumachera, a jedynym mistrzem świata w stawce był Fernando Alonso, który po wywalczeniu dwóch tytułów mistrzowskich z Renault przeniósł się przed sezonem do McLarena, gdzie jego partnerem został Lewis Hamilton. Natomiast Kimi Raikkonen przeniósł się do Ferrari, gdzie zastąpił Michaela Schumachera. Fin postawił sobie za cel zdobycie pierwszego tytułu mistrza świata.
Po raz pierwszy od lat walka o tytuł rozstrzygnęła się w ostatnim wyścigu sezonu. Ostatni taki przypadek miał miejsce w 2003 roku, gdy na japońskim torze Suzuka o tytuł walczyli ze sobą Michael Schumacher i Kimi Raikkonen. Jednak w tym sezonie nie dwóch, a trzech kierowców miało szanse na zdobycie tytułu mistrza świata przed ostatnim wyścigiem.
Największymi wygranymi sezonu są zdecydowanie Kimi Raikkonen i zespół Ferrari. Po dwóch sezonach posuchy (2005, 2006) zespół z Maranello ponownie został mistrzem świata konstruktorów, a Kimi Raikkonen w ostatnim wyścigu sezonu zapewnił sobie tytuł mistrza świata kierowców. Fin odniósł w przekroju całego sezonu zwyciężył sześć razy, stał na podium 12 razy i wywalczył trzy pierwsze pozycje startowe w kwalifikacjach. W trakcie 17 wyścigów sezonu Raikkonen zgromadził na swoim koncie 110 punktów i zaledwie o jeden punkt okazał się lepszym od Fernando Alonso i Lewisa Hamiltona. Natomiast zespół Ferrari w drodze po tytuł mistrza świata konstruktorów odniósł 9 zwycięstw i tyle samo wywalczył pierwszych pól startowych. Po zakończeniu ostatniego wyścigu sezonu zespół z Maranello zgromadził na swoim koncie 204 punkty. Tutaj trzeba zaznaczyć, że nawet bez dyskwalifikacji zespołu McLaren z klasyfikacji konstruktorów to Ferrari zdobyłoby tytuł mając w swoim dorobku jeden punkt więcej. Kierowcy McLarena na torze zdobyli 218 punktów, ale należy odjąć od tego 15 punktów, które zostały zabrane za incydent w trakcie kwalifikacji na torze Hungaroring, więc na koncie McLarena byłoby w rezultacie 203 punkty, a Ferrari zgromadziło 204 punkty.
Zwycięzcami może być także zespół BMW Sauber. Kiedy z końcem sezonu 2005 BMW przejmowało stajnie Petera Saubera zespół znajdował się na ósmym miejscu w klasyfikacji konstruktorów. W pierwszym sezonie startów ta pozycja uległa poprawie, gdyż BMW Sauber w klasyfikacji konstruktorów uplasował się piątym miejscu. W tym sezonie wykonano kolejny duży postęp. Kierowcy niemiecko-szwajcarskiego zespołu byli wstanie w niektórych wyścigach konkurować zarówno z Ferrari i McLarenem. Ostatecznie Nick Heidfeld zdołał stanąć dwukrotnie na podium. Robert Kubica trzy razy dojeżdżał do mety na czwartej pozycji. Ostatecznie zespół zakończył sezon na drugiej pozycji w klasyfikacji konstruktorów mając w swoim dorobku aż 101 punktów. Jednak było to za sprawą wykluczenia zespołu McLaren z klasyfikacji konstruktorów za aferę szpiegowską. Gdyby jednak bolid F1.07 był mniej awaryjny punktów mogłoby być więcej. Kilka awarii skrzyni biegów i ta najbardziej kosztowna w Chinach, gdy Robert Kubica znajdując się na prowadzeniu z pewnymi szansami na pierwsze zwycięstwo musiał się wycofać z wyścigu po problemach technicznych. Wizerunek pozostawiony po tym sezonie jest dobry, ale w Hinwil muszą jeszcze dużo popracować nad niezawodnością i być bardziej elastyczni od strony doboru strategii dla swoich kierowców.
Do zwycięzców tego sezonu można zaliczyć kierowcę, który rozpoczynał sezon w roli testera BMW Sauber, a przed GP Węgier zasilił szeregi zespołu Toro Rosso. Oczywiście mam na myśli Sebastiana Vettela. Młody Niemiec zadebiutował w Formule 1 w roli kierowcy wyścigowego w BMW Sauber zastępując Roberta Kubicę po jego wypadku w Montrealu. Już w debiucie zdołał awansować do finałowej sesji kwalifikacyjnej, a w wyścigu zdobył jeden punkt. Tym samym Niemiec stał się najmłodszym kierowcą w historii Formuły 1, który wywalczył pierwszy punkt w karierze. Wyścig w wykonaniu kierowcy BMW Sauber nie był jakiś rewelacyjny, a swoją ósmą pozycję zawdzięczał głównie temu, że kilku kierowców przed nim wycofało się z wyścigu na Indianapolis. Później rozpoczęły się starania zespołu Toro Rosso o pozyskanie młodego Niemca. W rezultacie ten zabieg się udał i Vettel zadebiutował w nowym zespole podczas Grand Prix Węgier. W pierwszych czterech wyścigach Niemiec miał kilka dobrych momentów, ale bez jakiś wielkich rewelacji. W sumie trudno było się spodziewać czegoś więcej, gdyż Toro Rosso nie posiadało bardzo konkurencyjnych bolidów. Pierwszy przebłysk talentu Vettel dał w Japonii. Fantastyczna jazda w trudnych warunkach pogodowych i nawet przez pewien czas znajdował się na prowadzeniu w wyścigu, była nawet szansa na podium. Wszystko zostało zakończone poprzez kolizję z Markiem Webberem z siostrzanego zespołu Red Bull. Tydzień później na torze w Szanghaju ponownie warunki pogodowe były trudne na starcie, ale tym razem kierowca Toro Rosso nie popełnił żadnego błędu i dojechał do mety na czwartej pozycji, która zarazem była najlepszym wynikiem Toro Rosso w historii. Wyniki osiągane w trudnych warunkach pogodowych pokazują, że Sebastian Vettel bardzo dobrze sobie w nich radzi, ale także posiada talent. Istotne będzie to, aby miał bolid, w którym będzie mógł go pokazywać w większej ilości wyścigów.
Pierwsza część sezonu była rewelacyjna dla zespołu Super Aguri. W ubiegłym roku japoński zespół zamykał stawkę zespołów nie mogąc nawiązać walki. Jednak od początku tego sezonu Takuma Sato prezentował się bardzo dobrze w wyniku czego już w czwartym wyścigu sezonu zdobył pierwszy, historyczny punkt dla japońskiej stajni. W Kanadzie ponownie w roli głównej wystąpił Takuma Sato, gdyż po śmiałym manewrze wyprzedzania na Fernando Alonso, który dysponował znacznie lepszym bolidem zdołał go wyprzedzić i awansować na szóstą pozycję zdobywając trzy punkty. Druga połowa sezonu już tak dobra niebyła, ale wiązało się to z problemami finansowymi zespołu. Mimo wszystko dobre wrażenie pozostało i za ten sezon należą im się duże słowa uznania.
Zespół Spyker też może zaliczyć do udanych. Co prawda pierwsza część sezonu była katastrofalna – zespół zamykał stawkę i był całkowicie niekonkurencyjny. Dodatkowo w zespole zaczęły się rotacje kierowców. Christijana Albersa zastąpił w jednym wyścigu Markus Winkelhock, którego na dalszą część sezonu zastąpił Sakon Yamamoto. Z pozytywnej strony prezentował się debiutujący w tym roku Adrian Sutil, który bez większych problemów wygrywał rywalizację z każdym ze swoich partnerów w zespole, a w Japonii po nałożeniu kary 25 sekund do czasu na mecie Vitantonio Liuzziego (Toro Rosso) zdobył pierwszy punkt w karierze i pierwszy i ostatni punkt dla zespołu Spyker, ponieważ po tym sezonie zespół przestanie istnieć. Chociaż Adrian Sutil powinien znaleźć zatrudnienie w innym zespole, gdyż pokazał, że zna się na swoim fachu.
To chyba wszyscy zwycięzcy tego sezonu – przynajmniej w mojej subiektywnej ocenie. Każdy ma prawo się z tym nie zgodzić. Tak samo jak ma prawo nie zgodzić się z moją subiektywnym doborem przegranych tego sezonu.
Pierwszym i największym przegranym tego sezonu jest zespół McLaren. Wydawało się, że w tym roku zespół z Woking będzie miał zarówno mistrzostwo świata konstruktorów i mistrza świata kierowców, a takiego sukcesu zespół nie zanotował od 1998 roku, gdy Mika Hakkinen i McLaren świętowali dublet mistrzowski. Wszystko zostało zaprzepaszczone najpierw przez skandal związany z aferą szpiegowską, po której wykluczono zespół z klasyfikacji konstruktorów, a później w ostatnim wyścigu sezonu, gdy dwóch kierowców miało szanse na tytuł mistrza świata kierowców, ale w rezultacie żaden z nich go nie wywalczył. Zarówno Fernando Alonso i Lewis Hamilton przegrali walkę o tytuł z Kimim Raikkonenem o zaledwie jeden punkt, ale to zawsze przegrana. Dodatkowo w mediach pojawiały się informacje o konflikcie między Hamiltonem i Alonso. Hiszpan twierdził w swoich wypowiedziach, że jest dyskryminowany przez zespół, źle się tam czuje i zespół faworyzuje Hamiltona. Jeden z takich incydentów odbył się przed kamerami, kiedy Alonso celowo zablokował Hamiltona w przed ostatnim przejazdem w trakcie trzeciego bloku kwalifikacyjnego. W wyniku tego Brytyjczyk nie był wstanie wykonać ostatniego szybkiego okrążenia pomiarowego. Poirytowany całą sytuacją szef zespołu, Ron Dennis chciał to powiedzieć Alonso, ale ten go zlekceważył i udał się w swoją stronę. Kwestią czasu było tylko odejście dwukrotnego mistrza świata z McLarena. Po sezonie stało się to faktem i za porozumieniem stron obie strony rozstały się.
Kolejnym wielkim przegranym sezonu jest zespół Hondy. Nowe, ekologiczne malowanie zaprezentowane w lutym było pewnego rodzaju zaskoczeniem. Oficjalnie zespół mówił o promocji ochrony środowiska, ale też dobiegały głosy, że były problemy z pozyskaniem tytularnego sponsora. Bez względu na to Honda RA107 była całkowicie nieudanym modelem. Zespół w przez większą część sezonu znajdował się za Super Aguri, któremu dostarczał jednostki napędowe, a także dał swoje ubiegłoroczne nadwozie. Pierwszy punkt wywalczył Jenson Button podczas Grand Prix Francji za dojechanie do mety na ósmym miejscu. Kolejny jeden punkt Button wywalczył na torze Monza ponownie za ósme miejsce na mecia. Honda przeskoczyła Super Aguri dopiero po przedostatnim wyścigu sezonu w Chinach, gdzie ponownie Jenson Button zdobył punkty dla japońskiego zespołu. Brytyjczyk dojechał do mety na piątym miejscu, za które otrzymał cztery punkty. W rezultacie Honda zakończyła sezon z dorobkiem zaledwie sześciu punktów. Postawa Hondy była jednym z większych rozczarowań tego sezonu.
Także rozczarował zespół Toyoty. Jak każdego roku stawiano sobie za cel regularne pozycje na podium i pierwsze zwycięstwo. Plan był ambity, ale w choćby najmniejszym stopniu nie zrealizowany. Jedyne 13 punktów zdobytych w 17 wyścigach nie jest powodem do dumy. Jeżeli jeszcze Jarno Trulli spisywał się przyzwoicie, to Ralf Schumacher zawiódł na całej linii. Z tego powodu rozstał się z zespołem i jego przyszłość w Formule 1 jest niepewna.
Mistrzowie świata z ostatnich dwóch lat – zespół Renault nie był już tak konkurencyjny jak przez ostatnie dwa lata. Zespół miał sporo problemów z dopasowaniem się do opon Bridgestone. Początkowo lepiej spisywał się Giancarlo Fisichella, a debiutujący w tym sezonie Heikki Kovalainen był mocno krytykowany za swoją postawę. Jednak w trakcie tego sezonu proporcję zaczęły się zmieniać i to właśnie Fin wyrastał na pewnego rodzaju lidera zespołu. Końcówka sezonu należała już zdecydowanie do Kovalainena, który w GP Japonii stanął pierwszy raz w swojej karierze na drugim stopniu podium, a dla Renault był to najlepszy wynik w tym sezonie. Wygląda na to, że odejście Alonso było jednym z powodów słabszej postawy, ale ostatnio pojawiają się informacje o powrocie Hiszpana do francuskiego zespołu. Jestem niemal pewny, że powrót Alonso do Renault byłby korzystny dla obu stron. W ciągu ostatnich dni pojawiła się też informacja o wszczęciu postępowania przez FIA przeciwko Renault w sprawie kolejnej afery szpiegowskiej. Francuski zespół jest podejrzany o posiadanie danych należących do McLarena. 6 grudnia odbędzie się rozprawa w tej sprawie.
Chyba jednym z większych przegranych jest kierowca Ferrari, Felipe Massa. Jeszcze przed sezonem typowany na mistrza świata zakończył sezon na dopiero czwartej pozycji. Brazylijczyk w testach przedsezonowych spisywał się zdecydowanie lepiej od Kimiego Raikkonena, a także w pierwszej fazie sezonu plasował się wyżej w klasyfikacji kierowców od swojego kolegi z zespołu z mniejszą, lub większą przewagą. Ale druga faza sezonu była już nieco gorsza. Najpierw dyskwalifikacja z wyścigu w Kanadzie, brak punktów na Węgrzech i wycofanie się z wyścigu we Włoszech spowodowało utratę cennych punktów. Po dwóch zwycięstwach w Bahrajnie i Hiszpanii przyszło zwycięstwo w Turcji, ale to było zdecydowanie za mało. Po Grand Prix Japonii, Felipe Massa stracił szanse na tytuł mistrza świata i jedyne co mógł jeszcze zrobić, to pomóc Raikkonenowi w walce o tytuł. Tak tez się stało – w Brazylii była duża szansa na odniesienie czwartego zwycięstwa w sezonie, ale oddał je Raikkonenowi, aby ten mógł zostać mistrzem świata.
Po za wygranymi i przegranymi tego sezonu, są jeszcze kierowcy i zespoły, o których też należy wspomnieć. Przede wszystkim zespół Williams zaopatrywany od tego sezonu w bardziej niezawodne jednostki napędowe Toyoty. Zespół po problemach w ostatnich latach zakończył sezon na wysokiej czwartej pozycji w klasyfikacji konstruktorów. Także drugi sezon startów dla Nico Rosberga okazał się znacznie lepszy niż poprzedni. Niemiec spisywał się przyzwoicie i w miarę regularnie zdobywał punkty, a w ostatnim wyścigu sezonu spisał się rewelacyjnie kończąc go na czwartym miejscu. Partnerem Niemca była, Alexander Wurz, który zdołał stanąć na trzecim stopniu podium w Kanadzie. Było to pierwsze podium dla zespołu Williams od 2005 roku i zarazem jedyne w tym sezonie. Przed ostatnim wyścigiem w Brazylii, Austriak postanowił zakończyć karierę kierowcy wyścigowego w Formule 1.
Także jedno podium zanotował zespół Red Bull za sprawą trzeciej pozycji wywalczonej przez Marka Webbera na torze Nurburgring. Przed sezonem austriacka stajnia zdecydowała się nawiązać współpracę z Renault na dostawy silników. Budową nadwozia zajął się Adrian Neway, który w pewnym stopniu upodobnił nowy bolid Red Bull RB3 do McLarena. Jeden problem nękał zespół w trakcie całego sezonu, a mianowicie innowacyjna skrzynia biegów i ogólnie rzecz biorąc niezawodność. Podobnie jak zespół BMW Sauber, także Red Bull musi nad tym mocno popracować, aby poprawić to przed następnym sezonem.
W trakcie 17 weekendów Grand Prix mieliśmy wiele emocji, ale też były wyścig nazywane potocznie procesjami, w których absolutnie nic się nie działo. Najwięcej emocji dostarczyły deszczowe wyścigi, ale chyba największych emocji dostarczył finał sezonu w Brazylii. Teraz czeka nas długa zimowa przerwa i testy przygotowawcze zespołów do nowego sezonu. Już w styczniu rozpoczną się prezentacje nowych zespołów i podawanie informacji o ich składach. Już 16 marca 2008 roku odbędzie się pierwszy wyścig przyszłorocznego sezonu.